W Polsce pewnie już się chłodno robi, więc na rozgrzewkę mam kolejny wpis z plażowego miasteczka - Nha Trang.
Nha Trang to takie Russianville - 90% restauracji,sklepów i agencji turystycznych ma szyldy w języku rosyjskim i angielskim; pozostałe 10% tylko po rosyjsku. Ba, Rosjanie mają nawet swoje lotnisko z bezpośrednimi lotami zRosji... wszystko jasne ;)
Nha Trang leży jakieś 9 godzin od Saigonu, ale jeszcze da radę skoczyć na weekend autobusem, chociaż wymaga to 2 nocy w sleeperze, a w poniedziałek rano z autobusu do pracy. Ale co to dla ekipy wschodnioeuropejskiej ;)
O 8 rano w sobotę byłyśmy na miejscu. W hostelu pokój był na szczęście gotowy - mogłyśmy wziąć prysznic i lecieć na śniadanko i plażę. Wtedy się zorientowałam, że nie wzięłam stroju kąpielowego, mleczka do opalania oraz okularów przeciwsłonecznych... W piątek musiałam zostać dłużej w pracy i potem się pakowałam na szybcika... Ale w takim turystycznym mieście jak NT to nie problem.
Na plaży wytrzymałyśmy ze 3 godziny - co za gorąc! I mimo filtra 98 i siedzenia pod parasolem przez większość czasu oczywiście się spaliłam. Upał był tak dokuczliwy, że szukając restauracji prawie pomdlałyśmy. W końcu zdecydowałyśmy się na byle jaką restaurację - dla mnie nie miało to większego znaczenia, bo miałam taki katar, że nie miałam smaku. Po jedzeniu już nie zgrywałyśmy twardzielek i wzięłyśmy taksówkę do wież Po Nagar. Z 8 wież pozostały tylko 4, i nadal są obiektem kultu dla ludzi Cham ( co trzeba uwzględnić w stroju). Wieże nie są w najlepszym stanie, w miejscach połatane betonem, na którym farbą namalowano cegły. Biorąc pod uwagę że najmłodsza z wież ma ponad 800 lat, jestem w stanie wybaczyć ich kondycję, ale konserwator zabytków dał ciała z tym betonem.
Z wież jest niedaleko do wód termalnych, które wszędzie szeroko zachwalają. Wybrałyśmy opcję "zbiorowego błota mineralnego". Do mikro baseników leją śmierdzące błotko w którym się moczy 15 minut, potem prysznic ciśnieniowy i gorąca mineralna kąpiel przez 15 minut, a potem nieograniczony czas na basenach. W praktyce nikt czasu nie loczy więc w blotku siedziałyśmy aż nam się zrobiło zimno, a jacuzzi aż nam się zrobiło duszno.
Słońce tak nam dopiekło tego dnia, że wieczorem niestety poszłam spać szybko. Bolała mnie głowa i żołądek, więc nie chciałam się forsować. I w sumie dużo nie straciłam - dziewczyny poszły do Sailing club gdzie doczepili się do nich obsceniczni Australijczycy, twierdzący że znają 5 języków: australijski, brytyjski,amerykański, kanadyjski oraz nowozelandzki...
Z samego rana miałyśmy zarezerwowaną wycieczką na snorkelling. Postawiłyśmy na biuro które oferowało wycieczką w małym gronie ludzi, na mniejszej łódce. Patrząc na te wypakowane po brzegi łodzie które nas mijały - winszowałyśmy sobie decyzji. Dopłynęliśmy w pobliże wyspy i rafy zanim inne łodzie się zleciały, i pływałyśmy jeszcze długo po tym, jak tamte odpłynęły. Drugie miejsce było dużo ciekawsze pod względem obserwacji podwodnej fauny. Udało mi się nawet zobaczyć rybę trąbkę (trumpet fish). I tylko te dziesiątki plastikowych siatek pływających wokół psuły wrażenie, szkoda!
Mój krem z filtrem okazał się nie być wodoodporny, i po snorkellingu trochę cierpiałam, cóż... jak pisałam ostatnio - taka mądra jestem po miesiącach mieszkania w Wietnamie... (a chyba z 17 już minęło)
Nha Trang, jak większość miejsc, ma swojego gigantycznego Buddhę. Buddha siedzi sobie na szczycie wzgórza, a u podnóża chowa się pagoda. Po tej pierwszej pagodzie w delcie Mekongu, niestety żadna pagoda ani żaden Buddha nie są tak imponujące.
Iiii jeszcze zdołałyśmy wcisnąć w ten weekend wizytę na lokalnym rynku, gdzie można kupić wszystko - od butów, garnków i bibelotów po suszone koniki morskie. My zadowoliłyśmy się lokalnymi przysmakami - słodyczami z owoców i suszonymi owocami.
Sadowiąc się na moim miejscu w autobusie miałam wrażenie, że spędziłyśmy w Nha Trang 2 tygodnie, a nie tylko dwa dni :)
PODSUMOWANIE
Bilet sleeper w dwie strony: Saigon Tourist 420k VND
Snorkelling: 20$ Angel Dive (bardzo profesjonalna obsługa obcokrajowców, polecam!)
Hostel: 110k VND Friend's Inn (tanio, dogodna lokalizacja, ale zero luksusów)
Błotne kąpiele:od 120k VND
Wstęp do Po Nagar: 21k VND
Małe suszone banany: 100k /kg